piątek, 22 maj 2015 07:30

Twarzą w twarz z widmem

Opowieści o zjawach i duchach, choć mogą przyprawiać o dreszcz, przypuszczalnie mają bardzo proste wyjaśnienie. To obrazy, które „przykleiły się” do naszej siatkówki.

 

Wyobraź sobie, że bierzesz udział w sesji zdjęciowej. Fotograf chce zrobić jak najlepsze zdjęcie, podchodzi bardzo blisko. Naciska migawkę, rozbłyska flesz, a ty przez chwilę jesteś całkiem oślepiony. W rzeczywistości jednak coś widzisz – bardzo jasną plamę o kształcie dokładnie takim jak flesz. Nie wierzysz? Zaraz po błysku lampy spójrz na białą ścianę. Będziesz mieć wrażenie, że światło, które przed chwilą cię oślepiło, spostrzegasz jako zacienioną plamę, znacznie jednak większą niż lampa aparatu.
Jest to tzw. powidok lub obraz następczy, czyli wrażenie wzrokowe utrzymujące się jakiś czas po ustaniu bodźca, który je wywołał – obraz niejako „przykleja się” nam do oka. Mówimy o dwóch rodzajach powidoku: pozytywnym i negatywnym. Ten pierwszy zachowuje kontrasty jasności oryginalnego bodźca, czyli błysk światła spostrzegamy jako jasną plamę. Z kolei w powidoku negatywnym kontrasty jasności są odwrócone – jasny błysk światła spostrzegamy na jasnym tle w formie ciemnej plamy.


W jaki sposób powstają powidoki? Światło pobudza komórki receptorowe siatkówki oka – czopki i pręciki (patrz słowniczek). Pobudzenie trwa jeszcze wtedy, gdy źródło światła jest już niewidoczne i w efekcie pojawia się powidok pozytywny.

Kiedy barwnik znajdujący się w komórce fotoreceptora ulegnie wyczerpaniu w wyniku pobudzenia impulsem świetlnym, jego praca dobiega końca. Odpowiednie enzymy produkują wtedy nową porcję pigmentu, by uzupełnić braki. W przypadku czopków proces ten zachodzi w ciągu kilku minut, natomiast w przypadku pręcików może trwać nawet godzinę. W efekcie obniżona czułość komórek receptorowych w pobudzonym obszarze siatkówki prowadzi do ujawnienia się ciemnego cienia na jasnym tle, czyli powidoku negatywnego.

 

Kto widzi Jezusa?

Aby wystąpił powidok, nie zawsze jest potrzebny błysk światła. Spójrzmy na grafikę „Pośród plam” . Wpatrujmy się w nią przez 30 sekund, koncentrując wzrok na małym punkcie na środku. Następnie popatrzmy na białą ścianę. Jeśli powidok blaknie, mrug­nijmy, a wtedy pojawi się ponownie.

Co widać? Powidok różni się od oryginalnego obrazu. Ktoś może nawet pomyśleć, że to zjawisko nadprzyrodzone! Zapewniam jednak, że ma ono wyjaśnienie naukowe. Zbiór plam, na które patrzyliśmy, w rzeczywistości jest negatywem grafiki przedstawiającej brodatego mężczyznę. Gdy powstał jego powidok negatywny – a zatem nastąpiło odwrócenie bieli i czerni – ujawniła się postać brodacza, łudząco podobnego do... Jezusa.

W tym, co można by uznać za bezkształtny cień czy plamę, z łatwością rozpoznajemy twarz. Wynika to z naszej skłonności do nadawania znaczenia rozmaitym kształtom. A jak dowiódł w 2010 roku eksperyment przeprowadzony przez naukowców z Universität Bamberg pod kierunkiem prof. Clausa-Christiana Carbona – wizerunek brodatego mężczyzny ludzie zwykle interpretują jako twarz świętego, najczęściej Jezusa.

 

Święte oblicze

Kolejny eksperyment także nasycony jest pewnym ładunkiem „duchowym”. Spójrzmy na rysunek przedstawiający mężczyznę z ciemnymi włosami i brodą („Święte oblicze”). Wpatrujmy się przez pewien czas w jego nos. Po chwili dostrzeżemy, że nad jego głową powoli pojawia się aureola. Dlaczego tak się dzieje? Nasze oczy tylko pozornie są wpatrzone nieruchomo w jeden punkt. W rzeczywistości stale poruszają się w mimowolny sposób. W efekcie powidok głowy mężczyzny jest nieco większy niż jego obraz na siatkówce oka. W ten sposób każdy ciemnowłosy mężczyzna może zostać „świętym”, i to bez większego wysiłku. Przypuszczalnie właśnie wystąpieniem powidoku możemy wyjaśnić liczne opowieści o zjawiskach nadprzyrodzonych, duchach czy latających spodkach.

  Tekst jest fragmentem artykułu pochodzącego z najnowszej „Psychologii Dziś” - do nabycia na www.sklep.charaktery.eu oraz w wybranych punktach sprzedaży.