środa, 03 czerwiec 2015 11:55

Złudzenia na swój temat

zludzenia maleMamy naprawdę dobrą intuicję, jeśli chodzi o innych ludzi. Niestety, zwykle nie potrafimy zastosować tej wiedzy w odniesieniu do siebie. Jakim iluzjom na swój temat ulegamy?

 

(...) Paradoksalną zasadę, zgodnie z którą lepiej rozumiemy innych niż siebie, chyba najlepiej ilustruje zjawisko „świętszych od papieża”. Powszechnie uważamy, że chętniej niż inni ludzie angażujemy się w zachowania społecznie pożądane. To zjawisko potwierdziły badania przeprowadzone przez prof. Davida Dunninga z Cornell University (autora tego artykułu) wraz z dr Emily Balcetis, psycholożką społeczną z New York University oraz prof. Nicholasem Epleyem z University of Chicago Booth School of Business. Uczestnicy próbowali przewidzieć, jak zachowają się w sytuacjach, które miały wymiar etyczny, obywatelski czy altruistyczny.

 

Chodziło na przykład o przekazanie pieniędzy na cel charytatywny czy udział w nadchodzących wyborach. Następnie zapytano, jak postąpiliby w tych sytuacjach ich rówieśnicy. Większość badanych była przekonana, że oni sami postąpią lepiej niż inni. Naukowcy postanowili sprawdzić, czy te optymistyczne prognozy potwierdzą się w praktyce. Teraz uczestnicy naprawdę musieli się zmierzyć z każdą z opisanych wcześniej sytuacji. Wyniki jasno pokazały, że ludzie mają zbyt dobre wyobrażenie o sobie, natomiast innych oceniają realistycznie. Przewidywania dotyczące ich samych były dużo mniej trafne, niż te odnoszące się do rówieśników. W jednym z badań sprawdzano, jak deklaracje przedwyborcze mają się do pójścia na wybory. Uczestniczyła w nim duża grupa studentów uprawnionych do głosowania w nadchodzących wyborach prezydenckich. Ponad 90 proc. z nich przewidywało, że pójdzie na wybory. Następnie poproszono ich, aby oszacowali, czy ich koledzy będą głosować – uznali, że w nadchodzących wyborach zagłosuje tylko 67 proc. rówieśników. I mieli rację – po ogłoszeniu wyników głosowania okazało się, że wzięło w nim udział zaledwie 61 proc. studentów. Podobne wyniki uzyskiwano w kolejnych badaniach – wszystkie świadczyły o tym, że lepiej znamy innych niż siebie. (...)

 

Zdradliwy zdrowy rozsądek?
Chwila, chwila, nie tak szybko – powiedzą sceptycy. Ludzie mogą zbyt optymistycznie oceniać to, jak postąpią, ale z pewnością wiedzą o sobie więcej niż o innych. Jeśli jednak spróbujemy sprawdzić to zdroworozsądkowe rozumowanie empirycznie, okaże się ono błędne. Uważne prześledzenie zależności pokazuje, że przewidywania innych ludzi co do naszych działań są co najmniej tak samo trafne, jak te dotyczące siebie. Niedawno naukowcy z Cornell University przeprowadzili badania dotyczące udziału w wyborach. Ich uczestnicy otrzymali tylko pięć skąpych informacji o poglądach danej osoby na nadchodzące wybory. Okazało się, że na tej podstawie byli w stanie przewidzieć, czy „poznawany” przez nich człowiek weźmie udział w głosowaniu, równie dobrze jak on sam. Podobne wyniki uzyskali inni badacze. Choć trudno w to uwierzyć, wystarczy nam kilka informacji o danej osobie, by przewidzieć, jak się zachowa, czy zda egzamin, a nawet jaki będzie jej wynik w testach inteligencji.

Co więcej, efekt ten jest silniejszy, jeśli jakieś zachowanie jest dla tej osoby znaczące, a to, czy ono wystąpi, starają się przewidzieć ludzie, którzy ją znają. W takiej sytuacji widać wyraźnie, że inni ludzie potrafią przewidzieć, jak zachowa się dana osoba, z większą trafnością niż ona sama – i w miłości, i w pracy. Badania przeprowadzone przez prof. Tarę K. MacDonald z Queen’s University oraz dr. Michaela Rossa z University of Alberta pokazują, że współlokatorzy i rodzice mogą określić trafniej niż sami zakochani, ile potrwa studencki romans. Z kolei dr Donald Risucci z North Shore University Hospital stwierdził, że przełożeni i inni lekarze potrafią lepiej niż sami rezydenci przewidzieć wyniki ich egzaminów końcowych.

 

Złudzenie wyjątkowości
Ludzie wykluczają samych siebie z trafnych psychologicznych założeń odnoszonych do innych. Przyjmują postawę „mnie to nie dotyczy” wobec zasad, którymi rządzi się psychika ludzka. O sobie myślą jako wyjątkach, posiadających odmienną dynamikę psychologiczną. Tę tendencję określa się mianem „złudzenia wyjątkowości”.

Co jest zatem nie tak z naszym rozumieniem ludzkiej psychiki, że zbyt chętnie wykluczamy się spod jej prawideł? Na ogół przecież uważamy, że inni ludzie mają ograniczony wpływ na to, jak postępują. Widzimy, że na zachowanie każdego człowieka oddziałują wewnętrzne i zewnętrzne siły, które jednak pozostają poza jego kontrolą. Na przykład zapach świeżo upieczonych ciastek z czekoladą może złamać silną wolę niejednej osoby na diecie. A jednak zakładamy, że takie ograniczenia dotyczą tylko innych. Jeśli chodzi o nasze zachowanie, chętniej podkreślamy własną aktywność i siłę woli.

Badania przeprowadzone cztery lata temu przez prof. Emily Pronin z Princeton University i dr. Matthew B. Kuglera z University of Chicago pokazały jeszcze inny aspekt złudzenia wyjątkowości. Ludzie uważają, że ich własna przyszłość jest bardziej otwarta i nieprzewidywalna, a o jej kształcie decydują ich zamiary i pragnienia – w znacznie większym stopniu niż w przypadku innych osób. Podobne wyniki uzyskali prof. David Dunning i doktorant Erik G. Helzer z Cornell University. Kiedy uczestnicy ich badania próbowali przewidzieć, jakie wyniki otrzymają na egzaminie, odwoływali się – w zbyt dużym stopniu, jak się okazało – do swojego poziomu aspiracji, a zatem wyniku, który chcieliby osiągnąć. Ale kiedy starali się przewidzieć wynik innej osoby, bazowali przede wszystkim – co okazało się słuszne – na jej osiąg­nięciach w przeszłości. W innym badaniu, przeprowadzonym przez dr Eleanor F. Williams z University of Florida i prof. Thomasa Gilovicha z Cornell University, poproszono studentów, aby przewidzieli swój potencjał – co są w stanie osiągnąć bądź jakimi ludźmi mogą się stać. Większość z nich uważała, że mają większe możliwości niż inni.

 

Mnie to nie dotyczy
I tak, koniec końców, iluzja wyjątkowości i zbyt optymistyczne przekonanie o tym, że jesteśmy jedynym reżyserem swoich działań sprawiają, że gdy chodzi o nas samych, nie bierzemy pod uwagę roli kontekstu i sytuacji. A przecież zwykle zadziwiająco dobrze potrafimy określić, jak bardzo okoliczności wpływają na zachowanie innych. Potwierdzają to badania nad „efektem biernego widza”. W pierwszej serii badań uczestnicy oglądali eksperyment, w którym pomocnik eksperymentatora przez przypadek rozsypał pudło puzzli. Następnie poproszono studentów, aby określili prawdopodobieństwo, z jakim pomogliby zbierać układankę oraz ocenili, jak chętnie pomogliby inni studenci. Kluczowe znaczenie miał fakt, że uczestnikom przedstawiono dwa warianty sytuacji. W pierwszej byli jedynymi osobami w pobliżu pomocnika, natomiast w drugiej sytuacji znajdowali się w trzyosobowej grupie.

 Ludzie choć trochę zainteresowani psychologią społeczną odgadną bez trudu, że na pomoc chętniej ruszy samotny świadek zdarzenia niż grupa przypadkowych widzów. W takiej sytuacji członkowie grupy wahają się, czy udzielić pomocy. A ponieważ ludzie wokół przeżywają podobny dylemat i nic nie robią, każda z osób odczytuje zachowanie innych jako wskazówkę, by postąpić podobnie. We wspomnianych już badaniach Dunninga i Balcetis sprawdzano, czy ludzie potrafią zastosować znajomość tej społecznej reguły. Jakie były rezultaty? Uczestnicy byli aż na 90 proc. przekonani, że udzieliliby pomocy – niezależnie od tego, czy znaleźliby się w tej sytuacji sami, czy w grupie. Uważali jednak, że 72 proc. ludzi udzieli pomocy, jeśli będą działać samotnie, natomiast zaledwie połowa postąpi w ten sposób, jeśli znajdą się w grupie. Następnie naukowcy postanowili sprawdzić, jak badani postąpią w rzeczywistej sytuacji. Okazało się, iż obecność grupy sprawiła, że ich chęć pomocy spadła z 50 do 23 proc. Zatem przewidywania dotyczące innych ponownie okazały się trafniejsze niż te dotyczące samych siebie.

 Przekonanie, że nasze zachowanie jest wolne od wpływu okoliczności czy ograniczeń, może mieć negatywny wpływ na nasze decyzje. Prof. Derek J. Koehler sprawdził, czy ludzie potrafią docenić korzystną ofertę. Uczestnikom zaproponowano usługę zapewniającą dostęp do porad dotyczących oszczędzania i monitoringu ich finansów. Większość badanych uznała, że jest im ona zbędna. Uważali, że dużo większe znaczenie odegrałaby ich silna wola i chęć oszczędzania pieniędzy. Byli jednak przekonani, że ta usługa pomogłaby oszczędzać innym ludziom. I jedynie w tym wypadku mieli rację – osoby, którym losowo przydzielono usługę, lepiej radziły sobie z budżetem. (...)

 

Prof. David Dunning jest psychologiem na Cornell University. Jego zainteresowania naukowe obejmują problematykę psychologii społecznej i sądowej. Bada zagadnienia poprawności i iluzji w formułowaniu sądów, postrzegania siebie i innych oraz wiarygodności zeznań świadków.

 

Tekst jest fragmentem artykułu pochodzącego z najnowszej „Psychologii Dziś” - do nabycia na www.sklep.charaktery.eu oraz w wybranych punktach sprzedaży.