czwartek, 11 czerwiec 2015 12:13

Widzenie życzeniowe

BACLETIS fot Gary Waters-Getty ImagesNaukowcy wiedzą coraz więcej o „widzeniu życzeniowym” – zjawisku analogicznym do myślenia życzeniowego, tyle że dotyczącym zmysłu wzroku. Dzięki eksperymentom próbują odkryć, dlaczego i kiedy ludzie widzą świat takim, jakim chcą go widzieć – nie zaś takim, jaki jest.

Kiedy Mary Jo Coady skończyła 44 lata, jej wiara zaczęła słabnąć. Żarliwy niegdyś katolicyzm podkopały trudne doświadczenia – rozpad małżeństwa i utrata pracy. Mary Jo rozpaczliwie pragnęła choć promyka nadziei i nieoczekiwanie znalazła go... na swym żelazku. Pewnego dnia spojrzała na ten codzienny przedmiot i ujrzała twarz Jezusa, który patrzył na nią z rdzewiejącego spodu. Jeffrey Rigo z Pittsburgha głowił się kiedyś pod prysznicem, skąd wziąć pieniądze na remont domu. Kiedy wyszedł z kabiny, na zalanym wodą gipsie dostrzegł podobiznę Jezusa... Z kolei mieszkanka Florydy Diana Duyser przygotowała najdziwniejsze tosty w swoim życiu: gdy wyjęła je z opiekacza, na powierzchni chleba zobaczyła wypalony wizerunek Maryi Dziewicy. Tuż po tym zdarzeniu wygrała w kasynie 70 tys. dolarów... Te historie pokazują, jak bardzo nasze marzenia, pragnienia i nadzieje kształtują sposób postrzegania. Ludzie wyczekujący na znak od Boga z łatwością zinterpretują plamy rdzy, wody czy spalenizny jako wizerunki świętych. (...) Jak pokazują badania dr Emily Balcetis oraz prof. Davida Dunninga z Cornell University, epizody „widzenia życzeniowego” – postrzegania świata nie takim, jaki jest, ale takim, jakim chcielibyśmy go widzieć – zdarzają się często. Co więcej, ulec im może każdy z nas.

Pożyczona twarz

Widzenie życzeniowe pojawia się, gdy patrzymy na zwykłe przedmioty, obrazy, a nawet... samych siebie. I to mimo faktu, że postrzeganie swojego wizerunku mamy okazję „ćwiczyć” każdego dnia! Z przeprowadzonej niedawno w Wielkiej Brytanii ankiety wynika, że mężczyźni patrzą na siebie w lustrze średnio 27 razy, a kobiety 34 razy dziennie. Przeglądamy się w szklanej tafli podczas porannej toalety, w windzie, w witrynach sklepowych i lusterkach mijanych samochodów. Ale choć jesteśmy przyzwyczajeni do bodźca, jakim jest własna twarz, nasze pragnienia wpływają na to, jak widzimy samych siebie. W 2008 roku prof. Nicholas Epley, psycholog behawioralny z University of Chicago, i dr Erin Whitchurch, psycholożka społeczna z University of Virginia, przeprowadzili badania, które pokazały, że ludzie uważają się za bardziej atrakcyjnych, niż są w rzeczywistości. Naukowcy wykorzystali w tym celu program komputerowy, który zestawiał zdjęcia uczestników zarówno z fotografiami pięknych modeli, jak i... brzydkich twarzy. Uzyskali kilka „wersji” twarzy badanych, różniących się stopniem atrakcyjności. Tak spreparowane zdjęcia ułożyli w rzędzie i poprosili ochotników, by wskazali wśród nich własną twarz. Okazało się, że ludzie najczęściej uznawali „uatrakcyjnioną” graficznie wersję swojego oblicza za „oryginał”. Co więcej, osoby z wysoką samooceną wybierały zwykle atrakcyjniejsze zdjęcia. Dzieje się tak, ponieważ ludzie chcą widzieć samych siebie w korzystnym świetle. W pewnych okolicznościach wszyscy dajemy się nabrać na iluzje towarzyszące postrzeganiu samych siebie. Dwa lata temu dr Balcetis i dr Ethan Zell, psycholog społeczny z University of North Carolina, przeprowadzili badania, które dowiodły, że ludzie potrafili wskazać własną twarz wśród zmodyfikowanych wizerunków, jeśli wcześniej przez chwilę spoglądali na codzienny krajobraz. Ale jeśli oglądali wcześniej zdjęcia niezbyt urodziwych studentów, to uznawali za własną twarz oblicze cyfrowo „poprawione”. Naukowcy uważają, że ekspozycja na nieatrakcyjne twarze może budzić w ludziach motywację do schlebiania samym sobie – a ta zmienia ich sposób widzenia.

Osioł czy foka?

Widzenie życzeniowe może pojawić się również wtedy, gdy patrzymy na coś po raz pierwszy. Potwierdza to szereg badań laboratoryjnych, w ramach których dr Balcetis i prof. Dunning sprawdzali, jak wywołane w ludziach pragnienia wpływają na ich percepcję otoczenia. osiolUczestników poinformowano, że obrazek, który wyświetli się na ekranie komputera, zdecyduje o tym, którą z dwóch aktywności będą musieli podjąć. A różnica była niebagatelna: grupa szczęśliwców, którzy zobaczyli na ekranie zwierzę hodowlane, miała sędziować w konkursie karaoke. Natomiast bardziej pechowi badani, którym system zaprezentował wizerunek stworzenia morskiego, byli skazani na rolę piosenkarzy amatorów. Naukowcy, aby wzbudzić (lub wzmocnić) u badanych poczucie zażenowania dotyczące tej drugiej aktywności, prezentowali im film. Wideo przedstawiało faceta przy kości, który usiłował śpiewać piosenkę „I Will Survive” Glorii Gaynor i tańczyć w jej rytm. Oczywiście „artysta” niemiłosiernie fałszował i gubił kroki... Badacze nie pomylili się – film rzeczywiście wzbudzał w uczestnikach silne pragnienie uniknięcia roli piosenkarzy amatorów i koszmaru, jaki musiała przeżyć nieszczęsna ofiara znanego przeboju. Po jego obejrzeniu większość osób bardzo chciała zobaczyć na ekranie zwierzę hodowlane – „przepustkę” do świata sędziów. Potwierdziło się to, gdy zaraz po seansie uczestnicy badania siadali przed komputerem i wpatrywali się w migające, niejednoznaczne obrazki, grafiki, w których wykorzystano iluzję optyczną – patrząc na rysunek, można było dostrzec głowę osła albo... fokę (Rys). Okazało się, że aż 97 proc. uczestników – przekonanych, że zwierzę morskie oznacza męki śpiewania karaoke – na rysunku dostrzegło głowę sympatycznego kłapoucha albo konia! A może po prostu osioł był bardziej wyrazisty niż foka? Nic z tego! Uczestnicy kolejnego badania otrzymali dokładnie odwrotne wskazówki – teraz to osioł miał budzić grozę, a foka zwiastować bezpieczne stanowisko sędziego. I tym razem uczestnicy byli zadziwiająco zgodni – tyle że większość na rysunku dostrzegła morskiego ssaka... Co ciekawe, widzenie życzeniowe może pojawić się poza naszą świadomością – nawet wtedy, gdy krytycznie podchodzimy do tego, co (wydaje nam się, że) widzimy. Dr Balcetis i prof. Dunning wykonali kolejny eksperyment z wykorzystaniem obrazka z „osłofoką”. Tym razem jednak po zaprezentowaniu instrukcji, która wzbudziła w uczestnikach chęć zobaczenia wizerunku osła, a uniknięcia foki, naukowcy sfingowali awarię. Na ekranach migał przez chwilę niejednoznaczny rysunek, po czym wszystkie komputery wysiadły. Eksperymentatorka udawała wielkie zdumienie, a potem „odkrywała” przyczynę błędu: otóż pomyliła się, podając uczestnikom badania instrukcję. Przecież – jak wyjaśniała – jest dokładnie na odwrót: to osioł łączy się z awersyjnym obiektem, a foka – z upragnionym. Po tym wyjaśnieniu pytała uczestników, czy przed awarią widzieli na ekranie obrazek i co on przedstawiał. Naukowcy założyli, że życzenia uczestników odnośnie obrazka wpłynęły na sposób, w jaki postrzegali oni rysunek w momencie ekspozycji – i to pomimo zmiany instrukcji i późniejszej chęci zobaczenia drugiego obrazka. I rzeczywiście: wszyscy uczestnicy, którzy przed „awarią” pragnęli ujrzeć zwierzę hodowlane, twierdzili, że na obrazku widniał osioł albo koń, choć skazywało ich to na nieprzyjemne doświadczenie. A zatem widzenie życzeniowe to zjawisko odporne na zmiany i pojawiające się poza świadomą kontrolą.

Emily Balcetis

Tekst jest fragmentem artykułu pochodzącego z najnowszej „Psychologii Dziś” - do nabycia nawww.sklep.charaktery.eu oraz w wybranych punktach sprzedaży.