środa, 02 wrzesień 2015 07:14

Psycholog potrzebny od zaraz

Ze statystyk wynika, że coraz więcej ludzi poszukuje pomocy psychologicznej. Cyfry nie kłamią ale też nie wyczytamy między nimi niuansów. Jeśli więc ktoś niezbicie dowodzi, że problemy natury psychologicznej związane są wyłącznie z przemianami cywilizacyjnymi i kulturowymi i za całe zło tego świata obwinia np. tempo życia czy przekształcenia w obrębie tradycyjnej patriarchalnej rodziny – to tylko część prawdy.

Źle się dzieje w państwie emocji

Równie istotny, a z punktu widzenia psychologów i psychoterapeutów nawet istotniejszy, jest fakt, że ludzie przestają czuć wstyd i zażenowanie w kontaktach z psychologami, terapeutami i psychiatrami. Poszukiwanie pomocy „dla ducha” staje się równie naturalne jak poszukiwania pomocy dla ciała. A co jeszcze ważniejsze, wzrasta świadomość, że większość naszych kłopotów zdrowotnych ma charakter psychosomatyczny; że ciało często podpowiada nam, iż źle się dzieje w państwie myśli i emocji. Dopiero interwencja na poziomie psyche pozwoli nam usunąć kłopotliwe dolegliwości na poziomie soma.

Szukaj z głową

Jakkolwiek wciąż widoczny jest podział geograficzny, zgodnie z którym mieszkańcy wielkich miast chętniej, częściej i z mniejszym wstydem sięgają po pomoc psychologiczną, zaś mieszańcy małych miasteczek i wsi wciąż lękają się środowiskowej stygmatyzacji, nie ma znaczenia czy potrzebny ci psycholog w Warszawie czy w Wadowicach. Pierwszym miejscem, w którym ludzie starają się znaleźć pomoc jest najczęściej Internet. Anonimowość daje poczucie bezpieczeństwa i swobodę poszukiwań. Nie warto jednak w sieciowych poszukiwaniach kierować się wyłącznie bliskością miejsca zamieszkania czy ceną usługi. Warto pamiętać, że i psycholog w Warszawie, i w najmniejszej miejscowości musi mieć odpowiednie wykształcenie i doświadczenie. Kiedy zaś poszukujemy psychoterapeuty, naszą uwagę powinien zwrócić fakt, czy jest on „certyfikowany” – to gwarancja rzetelności i skutecznej terapii.

Żyj dobrze

Kiedy życie wymyka nam się spod kontroli, można spróbować przegadać sprawy z przyjacielem. Ale czasem i najlepszy przyjaciel nie jest w stanie pomóc. Zwracając się po pomoc do psychologa czy psychoterapeuty dajemy sobie szansę na lepsze życie. Syndrom wypalenia zawodowego, zaburzenia odżywiania, utrata bliskich, depresja… - lista jest długa, życie relatywnie krótkie. Nie warto czekać, aż „coś się stanie”; nie warto liczy, że „jakoś to będzie”. Warto poszukać dobrego psychologa w Warszawie. I żyć tu i teraz. Dobrze żyć.

(MATERIAŁ PR)

czwartek, 16 lipiec 2015 11:00

Wyrwani z rzeczywistości

Malegrafika z PDJeśli zdrową osobę pozbawi się całkowicie dopływu bodźców zewnętrznych, szybko można ją doprowadzić do granic szaleństwa. Deprywacja sensoryczna powoduje niezwykle sugestywne halucynacje.

 

Mózg, niemal przez cały czas jest poddawany stymulacji. Bodźce, które do niego nieustannie docierają, aktywują konkretne szla ki neuronalne, wzmacniając je przy okazji. Jeśli stymulacja nie występuje, neuron, szlak neuronalny, który tworzy, przestaje być aktywny. Brak aktywności powoduje jego stopniowe zanikanie. Zatem, aby utrzymać swoją sprawność, neurony od czasu do czasu spontanicznie się aktywują. Taka „samodzielna” aktywacja jest zwykle słaba – „niezauważalna”, „niedosłyszana” w gwarze, jaki czynią pracujące wokół inne neurony – i jako taka pozostaje poza świadomością.Odpowiedzialne za ten mechanizm są przede wszystkim hamujące neuroprzekaźniki, jak kwas γ-aminomasłowy (GABA). To ta substancja powoduje, że sieć komórek nerwowych, która akurat jest aktywna, blokuje konkurujące z nią procesy neuronalne.

 

Obrazy w głowie

Skąd jednak biorą się wewnętrzne obrazy? Każdy znany nam obiekt ma przyporządkowany w mózgu zespół neuronów, który aktywuje się zawsze, gdy obiekt ten znajdzie się w zasięgu naszych zmysłów. Przykładowo grupa neuronów odpowiadająca przedmiotowi o nazwie stół będzie się uaktywniać zawsze, gdy zobaczymy ten właśnie mebel lub dotkniemy go. Przy czym do aktywacji tych komórek wcale nie jest potrzebny bodziec wzrokowy czy dotykowy. Pobudzić je może choćby przypadkowa myśl – dzięki temu możemy sobie wyobrazić stół, gdzie- kolwiek jesteśmy.
Gdy nie widzimy stołu, nie myślimy o nim, grupa neuronów odpowiedzialnych za istnienie jego przedstawienia w mózgu i tak pracuje, choć na mniejszych obrotach. Sygnał ten nie dociera jednak do naszej świadomości, jest zakłócany, zablokowany przez inne odbywające się wokół procesy neuro- nalne.

(...) Co jednak stanie się, gdy mózg nie ma nic lepszego do roboty? Gdy zostaje całkowicie odcięty od zewnętrznych bodźców? Poddany deprywacji sensorycznej?

 

Przypadkowe sygnały
Jak pokazują eksperymenty, u odizolowanego od bodźców zewnętrznych człowieka spontaniczne pobudzenie neuronów może utorować sobie drogę do świadomości. Jest tylko kwestią przypadku, które z owych spontanicznych bodźców przebiją się do naszej jaźni jako pierwsze, a które jako kolejne. To właśnie dlatego w halucynacjach tego typu nie da się przewidzieć dalszego ciągu – w przeciwieństwie do świadomie wywoływanych fantazji i wyobrażeń.
Obrazy, z których powstają halucynacje, są zatem w naszym umyśle zawsze. Nie uświadamiamy ich sobie, ponieważ zwykle jesteśmy zajęci innymi rzeczami, sprawami, które angażują nasz mózg. Ale ten wewnętrzny świat można łatwo podejrzeć. Jak?

Połóżcie się odprężeni w pomieszczeniu, w którym panuje cisza. Zamknijcie oczy. Nie myślcie o niczym, lecz skoncentrujcie się całkowicie na wewnętrznej stronie waszych powiek, która wydaje się czarna. Jeśli uda wam się zachować przez jakiś czas ten stan i zarazem świadomość, powinniście doświadczyć tego, co większość badanych: pojawią się niezwykłe fenomeny wzrokowe, które dawniej określano jako „fantastyczne zjawy”. W przeciwieństwie do świadomie wywołanych wizji i wspomnień, powstają one całkowicie spontanicznie, są zaskakująco jasne, żywe i często ruchome. Obok figur geometrycznych występują często przedmioty, zwierzęta, osoby i krajobrazy – zazwyczaj są niezwykle piękne.

 

Unosząc się i odprężając
Czym omamy różnią się od halucynacji osób chorych na schizofrenię? Tych, które wzbudzają paniczny wręcz lęk? Najprawdopodobniej w mózgu istnieje jakiś moduł, który informuje nas, czy obraz odpowiada zewnętrznej rzeczywistości, czy też może powstał tylko w naszej wyobraźni. W przypadku choroby psychicznej ten moduł funkcjonuje nieprawidłowo. Chorzy nie potrafią odróżnić fantastycznych wizji od rzeczywistości.

Wielu uczestników eksperymentów dotyczących izolacji, przeprowadzonych w latach 50., reagowało lękiem na swoje omamy. To dlatego, że zazwyczaj nie spodziewali się ich i nie wiedzieli, jak je wytłumaczyć. Z czasem jednak całkowita izolacja w komorze deprywacyjnej stworzonej przez Johna Lilly’ego otrzymała miło brzmiącą nazwę floating (unoszący się). Dziś urządzenie to wykorzystuje się często w celu odprężenia lub przeżycia doświadczeń duchowych. A także by nauczyć się czegoś o nierealnym świecie w naszej głowie.

Erich Kasten jest profesorem psychologii medycznej na Uniwersytecie w Getyndze.

Tekst jest fragmentem artykuły który ukazał się w najnowszej „Psychologii Dziś”. Można ją kupić w naszym sklepie internetowym http://sklep.charaktery.eu/category/nasze-publikacje-psychologia-dzis-2015 oraz dobrych salonach prasowych.

 

grafika: VikaValter/Getty Images

czwartek, 11 czerwiec 2015 12:13

Widzenie życzeniowe

BACLETIS fot Gary Waters-Getty ImagesNaukowcy wiedzą coraz więcej o „widzeniu życzeniowym” – zjawisku analogicznym do myślenia życzeniowego, tyle że dotyczącym zmysłu wzroku. Dzięki eksperymentom próbują odkryć, dlaczego i kiedy ludzie widzą świat takim, jakim chcą go widzieć – nie zaś takim, jaki jest.

Kiedy Mary Jo Coady skończyła 44 lata, jej wiara zaczęła słabnąć. Żarliwy niegdyś katolicyzm podkopały trudne doświadczenia – rozpad małżeństwa i utrata pracy. Mary Jo rozpaczliwie pragnęła choć promyka nadziei i nieoczekiwanie znalazła go... na swym żelazku. Pewnego dnia spojrzała na ten codzienny przedmiot i ujrzała twarz Jezusa, który patrzył na nią z rdzewiejącego spodu. Jeffrey Rigo z Pittsburgha głowił się kiedyś pod prysznicem, skąd wziąć pieniądze na remont domu. Kiedy wyszedł z kabiny, na zalanym wodą gipsie dostrzegł podobiznę Jezusa... Z kolei mieszkanka Florydy Diana Duyser przygotowała najdziwniejsze tosty w swoim życiu: gdy wyjęła je z opiekacza, na powierzchni chleba zobaczyła wypalony wizerunek Maryi Dziewicy. Tuż po tym zdarzeniu wygrała w kasynie 70 tys. dolarów... Te historie pokazują, jak bardzo nasze marzenia, pragnienia i nadzieje kształtują sposób postrzegania. Ludzie wyczekujący na znak od Boga z łatwością zinterpretują plamy rdzy, wody czy spalenizny jako wizerunki świętych. (...) Jak pokazują badania dr Emily Balcetis oraz prof. Davida Dunninga z Cornell University, epizody „widzenia życzeniowego” – postrzegania świata nie takim, jaki jest, ale takim, jakim chcielibyśmy go widzieć – zdarzają się często. Co więcej, ulec im może każdy z nas.

Pożyczona twarz

Widzenie życzeniowe pojawia się, gdy patrzymy na zwykłe przedmioty, obrazy, a nawet... samych siebie. I to mimo faktu, że postrzeganie swojego wizerunku mamy okazję „ćwiczyć” każdego dnia! Z przeprowadzonej niedawno w Wielkiej Brytanii ankiety wynika, że mężczyźni patrzą na siebie w lustrze średnio 27 razy, a kobiety 34 razy dziennie. Przeglądamy się w szklanej tafli podczas porannej toalety, w windzie, w witrynach sklepowych i lusterkach mijanych samochodów. Ale choć jesteśmy przyzwyczajeni do bodźca, jakim jest własna twarz, nasze pragnienia wpływają na to, jak widzimy samych siebie. W 2008 roku prof. Nicholas Epley, psycholog behawioralny z University of Chicago, i dr Erin Whitchurch, psycholożka społeczna z University of Virginia, przeprowadzili badania, które pokazały, że ludzie uważają się za bardziej atrakcyjnych, niż są w rzeczywistości. Naukowcy wykorzystali w tym celu program komputerowy, który zestawiał zdjęcia uczestników zarówno z fotografiami pięknych modeli, jak i... brzydkich twarzy. Uzyskali kilka „wersji” twarzy badanych, różniących się stopniem atrakcyjności. Tak spreparowane zdjęcia ułożyli w rzędzie i poprosili ochotników, by wskazali wśród nich własną twarz. Okazało się, że ludzie najczęściej uznawali „uatrakcyjnioną” graficznie wersję swojego oblicza za „oryginał”. Co więcej, osoby z wysoką samooceną wybierały zwykle atrakcyjniejsze zdjęcia. Dzieje się tak, ponieważ ludzie chcą widzieć samych siebie w korzystnym świetle. W pewnych okolicznościach wszyscy dajemy się nabrać na iluzje towarzyszące postrzeganiu samych siebie. Dwa lata temu dr Balcetis i dr Ethan Zell, psycholog społeczny z University of North Carolina, przeprowadzili badania, które dowiodły, że ludzie potrafili wskazać własną twarz wśród zmodyfikowanych wizerunków, jeśli wcześniej przez chwilę spoglądali na codzienny krajobraz. Ale jeśli oglądali wcześniej zdjęcia niezbyt urodziwych studentów, to uznawali za własną twarz oblicze cyfrowo „poprawione”. Naukowcy uważają, że ekspozycja na nieatrakcyjne twarze może budzić w ludziach motywację do schlebiania samym sobie – a ta zmienia ich sposób widzenia.

Osioł czy foka?

Widzenie życzeniowe może pojawić się również wtedy, gdy patrzymy na coś po raz pierwszy. Potwierdza to szereg badań laboratoryjnych, w ramach których dr Balcetis i prof. Dunning sprawdzali, jak wywołane w ludziach pragnienia wpływają na ich percepcję otoczenia. osiolUczestników poinformowano, że obrazek, który wyświetli się na ekranie komputera, zdecyduje o tym, którą z dwóch aktywności będą musieli podjąć. A różnica była niebagatelna: grupa szczęśliwców, którzy zobaczyli na ekranie zwierzę hodowlane, miała sędziować w konkursie karaoke. Natomiast bardziej pechowi badani, którym system zaprezentował wizerunek stworzenia morskiego, byli skazani na rolę piosenkarzy amatorów. Naukowcy, aby wzbudzić (lub wzmocnić) u badanych poczucie zażenowania dotyczące tej drugiej aktywności, prezentowali im film. Wideo przedstawiało faceta przy kości, który usiłował śpiewać piosenkę „I Will Survive” Glorii Gaynor i tańczyć w jej rytm. Oczywiście „artysta” niemiłosiernie fałszował i gubił kroki... Badacze nie pomylili się – film rzeczywiście wzbudzał w uczestnikach silne pragnienie uniknięcia roli piosenkarzy amatorów i koszmaru, jaki musiała przeżyć nieszczęsna ofiara znanego przeboju. Po jego obejrzeniu większość osób bardzo chciała zobaczyć na ekranie zwierzę hodowlane – „przepustkę” do świata sędziów. Potwierdziło się to, gdy zaraz po seansie uczestnicy badania siadali przed komputerem i wpatrywali się w migające, niejednoznaczne obrazki, grafiki, w których wykorzystano iluzję optyczną – patrząc na rysunek, można było dostrzec głowę osła albo... fokę (Rys). Okazało się, że aż 97 proc. uczestników – przekonanych, że zwierzę morskie oznacza męki śpiewania karaoke – na rysunku dostrzegło głowę sympatycznego kłapoucha albo konia! A może po prostu osioł był bardziej wyrazisty niż foka? Nic z tego! Uczestnicy kolejnego badania otrzymali dokładnie odwrotne wskazówki – teraz to osioł miał budzić grozę, a foka zwiastować bezpieczne stanowisko sędziego. I tym razem uczestnicy byli zadziwiająco zgodni – tyle że większość na rysunku dostrzegła morskiego ssaka... Co ciekawe, widzenie życzeniowe może pojawić się poza naszą świadomością – nawet wtedy, gdy krytycznie podchodzimy do tego, co (wydaje nam się, że) widzimy. Dr Balcetis i prof. Dunning wykonali kolejny eksperyment z wykorzystaniem obrazka z „osłofoką”. Tym razem jednak po zaprezentowaniu instrukcji, która wzbudziła w uczestnikach chęć zobaczenia wizerunku osła, a uniknięcia foki, naukowcy sfingowali awarię. Na ekranach migał przez chwilę niejednoznaczny rysunek, po czym wszystkie komputery wysiadły. Eksperymentatorka udawała wielkie zdumienie, a potem „odkrywała” przyczynę błędu: otóż pomyliła się, podając uczestnikom badania instrukcję. Przecież – jak wyjaśniała – jest dokładnie na odwrót: to osioł łączy się z awersyjnym obiektem, a foka – z upragnionym. Po tym wyjaśnieniu pytała uczestników, czy przed awarią widzieli na ekranie obrazek i co on przedstawiał. Naukowcy założyli, że życzenia uczestników odnośnie obrazka wpłynęły na sposób, w jaki postrzegali oni rysunek w momencie ekspozycji – i to pomimo zmiany instrukcji i późniejszej chęci zobaczenia drugiego obrazka. I rzeczywiście: wszyscy uczestnicy, którzy przed „awarią” pragnęli ujrzeć zwierzę hodowlane, twierdzili, że na obrazku widniał osioł albo koń, choć skazywało ich to na nieprzyjemne doświadczenie. A zatem widzenie życzeniowe to zjawisko odporne na zmiany i pojawiające się poza świadomą kontrolą.

Emily Balcetis

Tekst jest fragmentem artykułu pochodzącego z najnowszej „Psychologii Dziś” - do nabycia nawww.sklep.charaktery.eu oraz w wybranych punktach sprzedaży.

 

środa, 03 czerwiec 2015 11:55

Złudzenia na swój temat

zludzenia maleMamy naprawdę dobrą intuicję, jeśli chodzi o innych ludzi. Niestety, zwykle nie potrafimy zastosować tej wiedzy w odniesieniu do siebie. Jakim iluzjom na swój temat ulegamy?

 

(...) Paradoksalną zasadę, zgodnie z którą lepiej rozumiemy innych niż siebie, chyba najlepiej ilustruje zjawisko „świętszych od papieża”. Powszechnie uważamy, że chętniej niż inni ludzie angażujemy się w zachowania społecznie pożądane. To zjawisko potwierdziły badania przeprowadzone przez prof. Davida Dunninga z Cornell University (autora tego artykułu) wraz z dr Emily Balcetis, psycholożką społeczną z New York University oraz prof. Nicholasem Epleyem z University of Chicago Booth School of Business. Uczestnicy próbowali przewidzieć, jak zachowają się w sytuacjach, które miały wymiar etyczny, obywatelski czy altruistyczny.

piątek, 29 maj 2015 12:34

Dlaczego dajesz się nabrać?

Iluzjoniści zwodzą nasze zmysły, kreują iluzje, sterują naszą uwagą i pamięcią. Wykorzystują tkwiące w nas przekonanie, że jeśli nie potrafimy czegoś wyjaśnić, to musi to być nadprzyrodzone i magiczne. Tymczasem to tylko - lub aż - magia umysłu.

(...) Jedną z bardziej zadziwiających sztuczek magików jest „czytanie w czyichś myślach”. W trakcie pokazu iluzjonista – rzekomo dzięki zdolnościom parapsychicznym – precyzyjnie podaje imiona uczestników, ich adresy, numery telefonu i inne bardzo szczegółowe informacje. Właśnie ta szczegółowość ma być dowodem na ponadnaturalne zdolności mentalisty.
Pokazy odczytywania myśli mają miejsce wyłącznie wówczas, gdy lista uczestników jest wcześniej znana i magik ma do niej dostęp (na przykład, gdy robi pokazy dla określonej firmy). Iluzjonista może wtedy przed pokazem wpisać poszczególne nazwiska w wyszukiwarkę internetową, odnaleźć fotografie oraz dane personalne osób, które będą brały udział w pokazie. Tę wiedzę wykorzystuje później w świetle jupiterów, wmawiając widzom, że potrafi odczytać ich myśli.

 

piątek, 22 maj 2015 07:30

Twarzą w twarz z widmem

Opowieści o zjawach i duchach, choć mogą przyprawiać o dreszcz, przypuszczalnie mają bardzo proste wyjaśnienie. To obrazy, które „przykleiły się” do naszej siatkówki.

 

Wyobraź sobie, że bierzesz udział w sesji zdjęciowej. Fotograf chce zrobić jak najlepsze zdjęcie, podchodzi bardzo blisko. Naciska migawkę, rozbłyska flesz, a ty przez chwilę jesteś całkiem oślepiony. W rzeczywistości jednak coś widzisz – bardzo jasną plamę o kształcie dokładnie takim jak flesz. Nie wierzysz? Zaraz po błysku lampy spójrz na białą ścianę. Będziesz mieć wrażenie, że światło, które przed chwilą cię oślepiło, spostrzegasz jako zacienioną plamę, znacznie jednak większą niż lampa aparatu.
Jest to tzw. powidok lub obraz następczy, czyli wrażenie wzrokowe utrzymujące się jakiś czas po ustaniu bodźca, który je wywołał – obraz niejako „przykleja się” nam do oka. Mówimy o dwóch rodzajach powidoku: pozytywnym i negatywnym. Ten pierwszy zachowuje kontrasty jasności oryginalnego bodźca, czyli błysk światła spostrzegamy jako jasną plamę. Z kolei w powidoku negatywnym kontrasty jasności są odwrócone – jasny błysk światła spostrzegamy na jasnym tle w formie ciemnej plamy.