czwartek, 17 marzec 2016 14:59

O decyzjach i miłości


Kiedy musimy dokonać wyboru jednej z dwóch dostępnych opcji, a ten wybór ma dla nas poważne konsekwencje, możemy wykorzystać strategię Benjamina Franklina.
Franklin zalecał, by przygotować sobie kartkę papieru, podzielić ją na dwie kolumny, z których każda odnosi się do jednej z dostępnych opcji. Następnie w każdej kolumnie należy wpisywać plusy i minusy dla atrybutów poszczególnych opcji. Franklin podkreślał, że rzadko udaje się od razu stworzyć wyczerpującą listę wszystkich plusów i minusów. Jeśli człowiek zastanawia się nad dostępnymi alternatywami przez kilka dni, wówczas lista wad i zalet stopniowo się wydłuża, a do głowy przychodzą takie uzasadnienia, o których początkowo nie mieliśmy pojęcia.


Timothy Wilson, znany badacz świadomości, opisuje bardziej wyrafinowany przypadek takiej strategii decyzyjnej. Jego znajomi, para psychologów, postanowili kupić dom. Przygotowali długą listę atrybutów, które powinien posiadać ich wymarzony dom. Każdy z wyodrębnionych przez siebie atrybutów oceniali na 7-stopniowej skali szacunkowej. Kiedy oceniany dom nie posiadał pewnego atrybutu, stawiali 1, kiedy zaś posiadał go w maksymalnym stopniu – stawiali 7. Mogło zatem być na przykład tak, że stawiali 1, jeśli dom nie posiadał baterii słonecznych (wszak psychologowie dbają o ekologię!) oraz 7, jeśli dom cechował się niezwykłą urodą. Oczywiście kryteriów było znacznie więcej. Na koniec nie pozostawało nic innego, jak tylko zsumować punkty dla poszczególnych domów. Strategia ta mogłaby stać się jeszcze bardziej wyrafinowana, gdyby bohaterowie tego przykładu wprowadzili podział wszystkich atrybutów na bardzo ważne, ważne i mało ważne. Odpowiednio do tego można by przeliczać punktację dla poszczególnych grup atrybutów. Wtedy ogólna ocena powinna jeszcze lepiej ujawniać preferencje potencjalnych kupców, a dokonany wybór będzie silniej związany z tymi preferencjami.
Jednak bohaterowie tego przykładu w pewnym momencie wyrzucili wszystkie kartki, ponieważ, ich zdaniem, wprowadzały niepotrzebny zamęt w głowach. Wybrali dom, który się im najbardziej podobał; nie pamiętali nawet tego, jak ocenili jego poszczególne atrybuty. Przykład związany z kupnem domu może wydawać się nam cokolwiek egzotyczny, ale z podobną sytuacją mamy także do czynienia, kiedy chcemy kupić nowego laptopa, iPoda czy kurtkę.
O czym to może świadczyć? Jednym z możliwych wyjaśnień jest to, że niezbyt jasno uświadamiamy sobie rzeczywiste motywy, jakimi kierujemy się, dokonując wyborów. Te motywy mogą być różne od tego, co świadomie deklarujemy.
O tych różnicach świadczą wyniki badań Wilsona i Kraft. Poprosili oni dwie grupy studentów, aby czterokrotnie w odstępach tygodniowych relacjonowali, jak bardzo są szczęśliwi w swoich związkach. Studentom zapewniono pełną anonimowość. Jedna grupa dodatkowo w tym samym rytmie proszona była o podanie powodów zaangażowania w związek. Okazało się, że grupie roztrząsającej motywy oceny swojego szczęścia w związku uczucia bardzo spolaryzowały się – niektóre osoby czuły się bardziej szczęśliwe, inne mniej. Badacze przypisują to temu, że młodzi ludzie nie wiedzieli dokładnie, dlaczego czuli to, co czuli. Rzadko ktoś przyzna się, że zakochał się w osobie X dlatego, że blisko mieszka (to jeden z ważniejszych predyktorów pojawienia się miłości). Podają natomiast takie powody, które są akceptowane kulturowo (X ma takie piękne oczy, jest taki/a czuły/a) albo są ważne z punktu widzenia ich zdroworozsądkowych poglądów na istotę miłości. Jednak bardzo często owe powody nie miały nic wspólnego z rzeczywistością. Badani zapominali, jak wcześniej oceniali swoje szczęście, a bieżące odpowiedzi opierali na myślach, które w danym momencie przyszły im do głowy. To sprawiało, że poczucie szczęścia albo wzrastało, albo malało – w zależności od tego, jakie myśli pojawiły się na temat związku w ich świadomości. W grupie, która relacjonowała tylko to, jak bardzo jest szczęśliwa, polaryzacja ocen pojawiła się dopiero po czterech tygodniach. Morał z tego prosty – nie nalegaj, by partner udzielił odpowiedzi na pytanie: dlaczego ty mnie kochasz? W części przypadków może zacząć kochać mniej. Drugi morał też jest przewrotny – im więcej myślisz o swojej miłości, tym bardziej narażasz się na to, że kiedyś osłabnie.
Tomasz Maruszewski
Tekst ukazał się w magazynie „Charaktery”, nr 1/2009.