poniedziałek, 16 maj 2011 08:06

Żart jak papierek lakmusowy

Z wielkim zainteresowaniem, ale i uśmiechem od ucha do ucha przeczytałam artykuł „W poszukiwaniu najśmieszniejszego dowcipu pod słońcem” Richarda Wisemana („Psychologia Dziś” nr 1/2011). Przede wszystkim zaintrygowało mnie to, że jeden ze skeczów Monty Pythona zainspirował poważnego profesora psychologii do przeprowadzenia eksperymentu na szeroką skalę.

Wszystko po to, by naukowymi sposobami znaleźć najśmieszniejszy dowcip świata... Muszę przyznać, że rozbawiło mnie to, ale i wydało się nieco absurdalne – po co szukać i czy w ogóle można znaleźć dowcip, który do łez rozśmieszy wszystkich?

Prof. Richard Wiseman bardzo ciekawie prezentuje zarówno przebieg eksperymentu, jak i wnioski z badań – pokazuje mechanizmy powodujące, że dany dowcip bardzo podoba się pewnej grupie osób, ale dla innej grupy byłby nie do przyjęcia. Moim zdaniem to dość istotny wątek dla psychologów społecznych.

Okazuje się bowiem, że czasem nasze poczucie humoru obnaża naszą wrażliwość, inteligencję, kulturę, empatię lepiej niż skomplikowane testy osobowościowe. Wystarczy jeden zbyt rubaszny, gruby kawał i jesteśmy spaleni... Nikt się nie śmieje, drętwa cisza, jakby ktoś w towarzystwie puścił bąka.

Albo przeciwnie – opowiadamy subtelny dowcip, dochodzimy do finezyjnej puenty i... też cisza. A potem konsternacja: tłumaczyć o co w dowcipie chodzi, to jak sugerować innym, że są głupi, bo nie zrozumieli. Próbujemy więc taktownie przetrwać ciszę po dowcipie, ale i tak czujemy się nieswojo, obco w grupie.

Po lekturze artykułu ja też przeprowadziłam własny eksperyment, oczywiście na skalę dużo mniejszą niż prof. Wiseman. Opowiadałam moim znajomym dowcip uznany przez większość uczestników jego badań za najśmieszniejszy. Większość śmiała się, ale mam wrażenie, że ich śmiech był trochę wymuszony. Śmiali się, bo tak wypadało, ale nie dlatego, że naprawdę byli ubawieni.

A może diabeł tkwi nie w treści dowcipu ani wrażliwości odbiorcy, ale w umiejętności opowiadania dowcipów? Bo do tego chyba też trzeba mieć talent. Swoją drogą, to może jest pomysł na kolejne badania i eksperymenty dla psychologów: jak to się dzieje, że niektórzy potrafią rewelacyjnie opowiadać dowcipy – zanim otworzą usta, już wszyscy się śmieją..., a inni spalą każdy kawał. 

Martyna