poniedziałek, 16 maj 2011 07:41

Marionetki mózgu?

Do czego jest nam potrzebny mózg? Pytanie na pozór naiwne, choć niektóre informacje w Internecie wskazują, że przez jakiś czas można się bez tego organu obyć.

Oto przykład: „Żołnierz Borys Lucznik działał w zwiadzie za liniami niemieckimi. Porucznikowi – dowódcy zwiadu – mina urwała głowę. Porucznik rozpiął płaszcz, wyjął mapnik i przekazał mapę z rozkazami Lucznikowi, a następnie przewrócił się na trawę i zmarł”.

 Kolejne informacje pochodzące z tej samej strony (dziękuję Piotrowi Wolskiemu za wskazanie źródła) są równie krwawe co niesamowite.  Wiedza na temat funkcji mózgu zmienia się coraz szybciej i dziś wiadomości podobne do powyższej traktuje się jako folklor.

Zapewne po utracie mózgu przez krótki czas działają jakieś automatyzmy, choć mało prawdopodobne jest, by miały one tak złożony charakter, jak w opisanym wyżej przykładzie. Współcześni badacze interesują się nie tyle tym, co człowiek może zrobić bez mózgu, ile tym, co dzieje się w mózgu, zanim człowiek cokolwiek zrobi.

Starają się zajrzeć w głąb nieuszkodzonego mózgu, posługując się coraz bardziej wyrafinowanymi technikami. Wyniki tych badań otwierają przed nami zupełnie nowe perspektywy.  Weźmy choćby pod uwagę problem wolnej woli. Pierwsze badania przeprowadzone przez Libeta wskazywały na to, że zanim człowiek podejmie decyzję dotyczącą naciskania na klawisz komputera, w mózgu pojawiają się zmiany w okolicach odpowiedzialnych za planowanie ruchów.

Zmiany te wyprzedzają o około jedną trzecią sekundy wykonanie samego ruchu. Mówiąc inaczej, najpierw mózg coś robi, a potem pewna decyzja pojawia się w naszej świadomości. Późniejsze badania wykazały, że odstęp czasowy jest znacznie dłuższy – zmiany aktywności mózgu wyprzedzają o 10 sekund świadome podjęcie decyzji. Oznacza to, że potrafimy przewidzieć, co człowiek zrobi 10 sekund przed wykonaniem pewnego działania.

Czy jesteśmy zatem marionetkami poruszanymi przez nasze mózgi? Na razie potrafimy dokonywać takich przewidywań tylko w krótkiej perspektywie czasowej, na dodatek dotyczą one bardzo prostych zachowań. Można wyobrazić sobie, że następnym krokiem będzie próba wywołania procesów mózgowych warunkujących podjęcie określonego działania. Taka perspektywa wydaje się katastroficzna. Pomyślmy: świat mógłby zostać zaludniony przez osoby sterowane przez innych, posłusznie wykonujące zlecone im zadania.

Oczywiście, mogą to być działania służące dobru wspólnemu, ale mogą być też działaniami szkodliwymi dla innych. Wizja zaprogramowanych osobników wykonujących dowolne rozkazy jest przerażająca. Na dodatek pojawia się proste pytanie: kim są ci, którzy programują mózgi innych i czy przypadkiem ktoś nie programuje ich mózgów?

Niezależnie od stopnia rozwoju nowoczes­nych technik badania pracy mózgu, prędzej czy później trzeba będzie odpowiedzieć na pytanie, jak funkcjonują nasze mózgi w relacjach społecznych. W sytuacjach takich olbrzymia złożoność procesów zachodzących w jednym mózgu spotyka się ze złożonością procesów występujących w mózgu drugiego człowieka – można powiedzieć, że mamy tu do czynienia ze złożonością do kwadratu.

Tymczasem jak dotąd droga poszukiwań wybrana przez współczesnych badaczy polega na redukowaniu złożoności. Ograniczają się oni do analizy reakcji w sytuacjach stricte laboratoryjnych, w których trzeba podejmować proste decyzje (nacisnąć klawisz albo nie nacisnąć; to nie jest tożsame z problemem „być albo nie być”!).

Swoistym komentarzem do tej sytuacji jest tytuł opublikowanego w 2007 roku przez Roya Baumei­stera oraz jego współpracowników artykułu „Psychologia jako nauka o zeznaniach introspekcyjnych i ruchach palców”. Jeśli pominiemy pierwszą część tytułu, to widzimy, że znaczna część badań eksperymentalnych omawianych w tym numerze „Psychologii Dziś” odwołuje się do prostych reakcji, niezwykle odległych od tego, z czym mamy do czynienia w naturalnych sytuacjach życiowych.

Tymczasem te ostatnie nie dają się rozwiązać za pomocą podejścia laboratoryjnego. I tym samym stwierdzenie faktu, iż procesy zachodzące w mózgu wyprzedzają jakieś zachowania, nie zwalnia człowieka od odpowiedzialności za te zachowania. Nie można powiedzieć: to nie ja, to mój mózg, tak samo jak nie można powiedzieć: to nie ja cię uderzyłem, tylko moja ręka. 

Badania omawiane w tym zeszycie wskazują nie tylko na zagrożenia związane z podpatrywaniem pracy mózgu bez wiedzy jego „właściciela”/„sługi” (niepotrzebne skreś­lić), lecz także dają nadzieję ludziom dotkniętym przez poważne choroby. Pokazano na przykład, że osoby sparaliżowane mogą za pomocą własnych myśli sterować sztuczną ręką. Chylę czoła przed maestrią badaczy, którzy wkroczyli na zupełnie nowe pole.

prof. Tomasz Maruszewski