środa, 19 listopad 2014 10:12

Kreatywność

Czy odważysz się iść pod prąd? Problem tkwi nie w tym, czy możemy stać się bardziej twórczy, ale czy mamy odwagę to zrobić.

 

Nigdy jeszcze kreatywność nie była tak ważna jak w obecnych czasach. Przemiany następują w niewyobrażalnie szybkim tempie. I już chyba nikt nie potrafi dotrzymać kroku zmianom, które przetaczają się przez nasze społeczeństwa, technologie, związki i miejsca pracy. To właśnie dzięki twórczości możemy sobie z tym radzić. Kreatywność to umiejętność dostrzegania ograniczeń tkwiących w rozmaitych sytuacjach oraz reagowania na nie w sposób nowatorski i skuteczny.  Każdy dysponuje twórczym potencjałem, który pozwala radzić sobie z błyskawicznie zmieniającym się światem.

 

Kreatywność nie jest bowiem rzadkim talentem – to decyzja, by myśleć i działać w sposób nowatorski i skuteczny. Ludzie twórczy potrafią iść pod prąd – mierzą się z wyzwaniami w sposób odmienny, a często nawet sprzeczny z tym, co usiłuje zrobić milczący tłum. Ci, którzy działają kreatywnie, mogą być zatem pewni, że spotkają się z oporem tłumu – pytanie brzmi, jak na ten sprzeciw odpowiedzą. By ocalić twórczość, muszą być gotowi na stoczenie nieuniknionych bitew. Osoby kreatywne są jak sprytni gracze na giełdzie: kupują akcje tanio, a sprzedają drogo – tyle że działają w świecie pomysłów i idei, a nie finansów. I choć świat giełdowy zna dobrze tę podstawową zasadę inwestorów, niewielu maklerów potrafi zastosować ją w praktyce.

 

Podobnie jest w świecie twórczości, niezwykle trudno jest bowiem tanio zdobywać genialne pomysły i wiele na nich zyskiwać. Trzeba iść pod prąd i przeciwstawić się tłumowi, a ten zwykle nie lubi buntowników. W tym tłumie osoby kreatywne mogą zobaczyć różne twarze: współpracowników, przełożonych, przyjaciół, rodziny i – przede wszystkim – ludzi u władzy. Dziś na świecie mamy wiele pseudodemokratycznych rządów, a w zasadzie dyktatur w przebraniu demokracji. Kilka takich krajów znajduje się zresztą w najbliższym sąsiedztwie Polski. Robią one wszystko, co w ich mocy, by zdusić kreatywność – a przynajmniej te jej formy, które uważają za niebezpieczne. Często trudno jest przewidzieć, jaką kwestię dyktatorzy uznają za źródło zagrożeń, zaś dywagacje na ten temat mogą być dość ryzykowne. Jeśli jesteśmy obywatelami takiego państwa, możemy znaleźć się w więzieniu, zanim odgadniemy, w czym rzecz. 

 

Co gorsza, we wszelkich dyktaturach zawsze znajdzie się spora – może raczej przytłaczająca swym ogromem – grupa ludzi, którzy są przekonani, że najbezpieczniejsze wyjście to tchórzliwe wspieranie reżimu i zwrócenie się przeciw twórcom. Tłum upiecze więc dwie pieczenie na jednym ogniu – „zapunktuje” u dyktatora, a zarazem pozbędzie się niewygodnych rywali i żywych dowodów własnego tchórzostwa. I tak oto odkrywamy na nowo prawdę znaną od czasów Stalina: twórczość to niebezpieczny proceder, z którym wiąże się groźba bolesnych przeżyć, więzienia, a nawet śmierci. Czy wolno nam dziwić się, dlaczego tak niewiele kreatywności jest na świecie? A zatem problem tkwi nie w tym, czy możemy stać się bardziej twórczy, ale czy mamy odwagę to zrobić. A Ty? Odważysz się?

 

ROBERT J. STERNBERG, twórca trójczynnikowej teorii miłości, inwestycyjnej teorii twórczości i triachicznej teorii inteligencji, jest profesorem psychologii na Cornell University. Był przewodniczącym Amerykańskiego Towarzystwa Psychologicznego. 

Tłum. Paulina Pająk