środa, 18 listopad 2015 12:42

Na samym początku

Ile zwierzęcia w człowieku, ile człowieka w zwierzęciu?

 


Czy zwierzęta mają uczucia – czy kochają, gniewają się, z radością oczekują potomka, rozpaczają po stracie bliskich? Chcemy je takimi widzieć. Postrzegamy je na nasz obraz i podobieństwo. Czasami doszukujemy się w nich bratnich dusz. Czy mamy do tego prawo?


„My i zwierzęta – to naprawdę zdumiewające, jak wiele dzielimy z nimi zachowań. Wiara, że są one wytworem wyłącznie kultury i cywilizacji, wzbudza dziś... uśmiech. Ten uśmiech stopniowo wypiera śmiech towarzyszący dotychczas obserwowaniu zwierząt zachowujących się jak ludzie” – pisze dr Maciej Trojan w artykule „Od śmiechu do uśmiechu” (s. 7). Jego zdaniem m.in. dzięki badaniom terenowym i laboratoryjnym zaczęliśmy – stosunkowo niedawno – w pełni uświadamiać sobie, że zwierzęta, tak jak my, potrafią używać narzędzi i doskonalić je, przewidują i planują (patrz „Przyszłość z lotu ptaka”, s. 29), mają skomplikowane relacje społeczne, niekiedy oszukują, zdradzają, smucą się, a nawet pogrążają w rozpaczy (patrz m.in. „Etyka na czterech łapach”, s. 35).


Oglądamy amatorskie filmy opublikowane w internecie, relacje podróżników i obserwatorów fauny, dokumenty przyrodnicze, w których zwierzęta zdają się żyć i umierać tak jak my. Oto widzimy na filmie np. delfina butlonosego, samicę, zapewne matkę, która niesie na grzbiecie martwego delfinka, swe dziecko. Usiłuje wypchnąć je nad powierzchnię wody, by zaczerpnęło powietrza, które być może przywróci mu życie... Czytamy o małpach człekokształtnych, które po śmierci swoich współtowarzyszy nagle stadnie milkną, porzucają jedzenie, markotnieją, czasem usiłują rozpaczliwie cucić martwych członków stada, czy – jak sfilmowana gdzieś matka goryla – wciąż tulą w ramionach martwe dziecko, nie mając siły, by je porzucić... Mamy w pamięci psy, które po śmierci swych panów długo i przeraźliwie wyją, wciąż wracają na miejsce, w którym ostatnio widziały swego opiekuna-przyjaciela, biegną tam, gdzie spędzały z nim czas.


Czy te wzruszające sceny to wyraz „ludzkości” zwierząt?
Dowód na to, że my wcale nie jesteśmy tacy wyjątkowi?


Może tak być, choć naukowcy sugerują zdrowy sceptycyzm: wciąż nie dysponujemy zbyt wieloma naukowymi dowodami, że w świecie zwierząt istnieje coś, co można uznać za przejaw znanej nam kultury (patrz tekst „Trochę kultury”, s. 46). Być może to my antropomorfizujemy zwierzęta, podświadomie dążymy do tego, by rzeczom, stanom czy innym bytom nadawać cechy ludzkie.


Ten zeszyt kończy tekst ojca Stanisława Jaromiego. W eseju pt. „Czy w raju będą z nami zwierzęta” (s. 80) franciszkanin przytacza słowa księdza Jana Twardowskiego, zwanego „księdzem Janem od biedronki”: „Jeśli kogoś kochałem tu na ziemi, to trudno wyobrazić sobie niebo bez niego. A ile miłości niektórzy okazują swoim zwierzętom – kotom, psom, koniom”.


I do tego ojciec Jaromi dodaje taką myśl: „Są mocne podstawy, by uwierzyć, że dusza nie jest właściwa wyłącznie ludziom. Problem w tym, że konsekwencje takiego spojrzenia mogą wydawać się radykalne, jeśli bowiem uznamy, że obcując z przyrodą, nie mamy do czynienia z automatami czy workami skóry wypełnionymi jedynie masą kości i mięsa, jeśli uznamy, że cały świat stworzony jest do adoracji Boga, że potrzebna jest nam idea braterstwa kosmicznego, z każdym elementem stworzenia, to obraz świata radykalnie się zmienia. Zmieniają się też nasze wybory duchowe i moralne”.


Pamiętajmy o tym, gdy próbujemy porozumiewać się z naszymi „braćmi mniejszymi”. Kilka praktycznych porad jak sprawić, by taka komunikacja była skuteczna, znajdziecie na stronach 74-81.

Dariusz Ryń