poniedziałek, 15 listopad 2010 10:58

Uczucia w klatce

Chętnie przeczytałabym na waszych łamach o aleksytymii. Natknęłam się na opis tej choroby (jeśli to jest choroba) i cały czas zastanawiam się, czy moja nieczułość to efekt aleksytymii – niezdolności do rozpoznawania i wyrażania emocji. Wydaje mi się to bardzo prawdopodobne, bo wiele lat temu doświadczyłam urazu mózgu.
Moje relacje z innymi ludźmi są trudne – nie potrafię okazywać cieplejszych uczuć, jestem konkretna aż do przesady. Od niedawna zaczęło mi to przeszkadzać, bo poznałam i pokochałam kogoś. Pragnę mu okazać swoje uczucie, ale nie potrafię. Ciągle coś wychodzi nie tak. On już się prawdopodobnie zniechęcił, ale ja nadal się miotam – potrafię kochać czy nie... Czy na to są jakieś leki, operacje, terapie? Chciałabym pobudzić drzemiące we mnie emocje i uczucia.
Anna
poniedziałek, 15 listopad 2010 10:57

Nurtujące pytania

Od pewnego czasu walczę – z lepszym bądź gorszym skutkiem – z zaburzeniami nerwicowymi. Mój przypadek polega na tym, że jeśli napotkam jakąś teorię czy hipotezę sprzeczną z moimi wcześniejszymi ideałami, to popadam w depresyjny nastrój. Prześladuje mnie zwłaszcza problem wolnej woli, na temat której filozofowie i psychologowie spierają się od wieków. Wyniki niektórych badań wskazują, że nasze dotychczasowe przekonania dotyczące wolnej woli mogą być błędne. Ogólnie znane są eksperymenty Libeta czy Chun Siong Soona i Haynesa, poniekąd zaprzeczające istnieniu naszej niezawisłej woli. Ja jednak – niezależnie od tych eksperymentów – zastanawiam się,  jak bardzo zmieniłby się nasz świat, gdyby taka teza została potwierdzona? Czy można wyobrazić sobie społeczeństwo bazujące na przekonaniu, że jesteśmy zdeterminowani i nie mamy żadnego wpływu na swoje zachowanie? Czy można zaakceptować tezę o okłamywaniu nas przez mózg, który „wmawia” nam, że mamy nad wszystkim kontrolę? Czy w ogóle można funkcjonować, jeśli przyjmie się za pewnik, że nie mamy wpływu na podjęte przez nas działanie? Te pytania niezmiernie mnie nurtują, i chciałbym też wiedzieć, dlaczego tak bardzo zawracam sobie nimi głowę, skoro odpowiedzi tak naprawdę niczego nie zmienią...
Michał z Krakowa
poniedziałek, 15 listopad 2010 10:56

Co jest w mojej głowie?

Zawsze bałam się swojej głowy. I właściwie boję się jej nadal, bo „produkuje” za dużo myśli, których nie rozumiem. Nie rozumiem siebie i kiepsko radzę sobie w życiu. Nie wiem, czym kieruję się, podejmując decyzje. Żeby zrozumieć jakiś proces, trzeba wiedzieć, jak on przebiega. Może powinnam porozmawiać z kimś, kto zna się na „głowie”, ale mam przed tym bardzo duże opory. Nie umiem rozmawiać o sobie z kimś obcym. Wizyta u psychologa przeraża mnie, bo kojarzy mi się właśnie z „wywnętrzaniem się”. Jak rozmawiać z psychologiem? Od czego w ogóle zacząć? Niby niczego mi nie brakuje, a jednak nie lubię siebie, swojego życia, a nawet miasta, w którym mieszkam. Czuję, że muszę przełamać swój lęk i pójść do psychologa. Dużo czytam o psychologii i jestem coraz bardziej przekonana, że sama nie dam sobie rady z tym, co produkuje moja głowa. Teraz tylko muszę zrobić ten pierwszy krok...
Julia
poniedziałek, 15 listopad 2010 10:53

Marzenia na łamach

Bardzo się cieszę, że są na naszym rynku profesjonalne pisma psychologiczne, takie jak wasze, które dzieli się z czytelnikami skarbnicą wiedzy z zakresu jakże pięknej dziedziny. Od dawna interesuję się psychologią – marzyłem o jej studiowaniu, ale niestety życie ułożyło mi się inaczej. Szczególnie interesują mnie zagadnienia z psychologii klinicznej: depresje, nerwice, schizofrenie, lęki, fobie.
Mam nadzieję, że kiedyś uda mi się spełnić moje marzenie edukacyjne i dostanę się na psychologię. Dzięki Wam już dzisiaj mogę rozwijać i pogłębiać swoje zainteresowania.
Łukasz