wtorek, 23 październik 2012 13:11

Żyjąc, tracimy życie

zegarUciekamy przed świadomością, że dla nas jutra może już nie być. Jednak myślenie o śmierci i kontakt z umierającymi może złagodzić ten niepokój i uczynić nas lepszymi ludźmi.

Mój ojciec miał zaledwie 32 lata, kiedy zdiagnozowano u niego ostrą białaczkę. Parę tygodni później znalazł się w szpitalu, przekonany, że już go nie opuści. Cudem białaczka cofnęła się – wbrew swym oczekiwaniom ojciec przeżył kolejne pięć lat. Choć byłem wówczas dzieckiem, wyraźnie widziałem, że mężczyzna, który powrócił ze szpitala, nie był tym samym człowiekiem, który do niego trafił.

Wcześniej interesowała go głównie praca i sukces materialny, teraz zwrócił się ku rodzinie i religii. Otrzymanie drugiej, choć niepewnej, szansy stało się doniosłym doświadczeniem, które głęboko zmieniło jego system wartości i zachowanie. Śmierć oswajamy humorem, odgradzamy się od niej dobrymi uczynkami, cenzurujemy to, co przypomina o części naszej natury, dzielonej ze światem zwierząt. Jednak każdy z nas musi pewnego dnia zmierzyć się z własną śmiertelnością – uświadamiamy ją sobie, choćbyśmy próbowali z całych sił odpychać myśli na ten temat. Wiemy, choć wzdragamy się przed tą wiedzą – dlatego napięcie przenika całe nasze życie. Mimo oczywistego znaczenia tematu, w psychologii kwestia wpływu myśli o przemijaniu na funkcjonowanie człowieka długo pozostawała terra incognita.

Michael W. Wiederman jest profesorem psychologii w Columbia College w Karolinie Południowej.

Cały tekst jest dostępny w „Psychologii Dziś”, 4/2012