środa, 03 październik 2012 09:13

Granice percepcji

Podręczniki uczą, że oczy służą do patrzenia, a uszy do słuchania. Czy na pewno? Niezwykłe przypadki percepcji pokazują, że zmysły wcale nie działają tak, jak nam się do tej pory wydawało. Dlatego niewidomi też mogą widzieć...

Bryan Alvarez zawsze miał wrażenie, że jego matka przypomina obraz Marka Rothko. I wcale nie jest to zwykła metafora, która pewnego dnia przyszła mu po prostu do głowy. Za każdym razem, kiedy przywołuje jej imię – Marla, oczyma umysłu widzi barwne bryły: ceglastoczerwoną literę M, jasnokrwiste A, fioletowe jak bakłażan R, śliwkowe L i na końcu znów czerwone A. W dzieciństwie Alvarezowi nigdy nawet nie przyszło do głowy, że kolory towarzyszące literom mogą być czymś niezwykłym. Dopiero w szkole średniej zorientował się, że jego rówieśnicy nie spostrzegają świata tak jak on.

Alvarez jest synestetykiem. Inne osoby doświadczające synestezji mogą na przykład odczuwać kształty smaków, zapach dźwięków muzyki albo widzieć kolory podczas czytania.  Historia obfituje w doniesienia o równie dziwnych odstępstwach od tego, co jest uznawane za typową percepcję – niewidomi żołnierze, którzy są w stanie uniknąć kuli; pacjenci, którzy spostrzegają światło, choć w rzeczywistości nie widzą; osoby, które potrafią omijać przeszkody, wykorzystując dźwięk. Przez wieki takie przypadki uznawano za niewyjaśnione osobliwości, magiczne dary albo nieprawidłowości neurologiczne – czyli wyjątki od podstawowych zasad percepcji. Jednak w ostatnich latach neurobiologowie zaczęli podejrzewać, że u wszystkich ludzi mogą wystąpić niektóre mechanizmy leżące u podłoża tych osobliwych przypadków.
środa, 03 październik 2012 08:46

Spis treści

WIEK ŚWIADOMOŚCI:

Na tropie pamięci  
   
Czy ślad pamięciowy jest odciśnięty w mózgu niczym na tabliczce woskowej?– pyta Christof Koch.

Granice percepcji    
Psychologia obfituje w doniesienia o dziwnych odstępstwach od tego, co jest uznawane za typową percepcję. Ariel Bleicher wyjaśnia, na czym polega ślepowidzenie, echolokacja i synestezja.

Jak pachną stare, dobre czasy
Maria Konnikova tłumaczy, skąd się bierze ogromna siła wspomnień związanych z zapachem.

Kwestia smaku

Zakochani intensywniej odczuwają słodki i gorzki smak potraw – twierdzi Angelika Bauer-Delto.

PRZEDZIWNY CZŁOWIEK:

Elementarz zarządzania emocjami
Wray Herbert zastanawia się, kiedy warto poświęcić uwagę negatywnym emocjom, a kiedy lepiej je zignorować.

Światło w gąszczu neuronów

Optogenetycy potrafią sterować aktywnością komórek za pomocą światła – donosi Joachim Marschall.

Wielozadaniowy supermen

David L. Strayer i Jason M. Watson badają, czy potrafimy podołać wielu zadaniom naraz.

Z uwagą o… uwadze

Cezary W. Domański sprawdza, kiedy psychologowie zaczęli interesować się uwagą.

Myślę, więc błądzę
Czy błędy i pomyłki mogą pomagać w uczeniu się? – pyta Anna Gielas.

Inżynierowie rzeczywistości
Jeśli chcesz zrealizować swoje mocne postanowienie, nie myśl o tym, tyko od razu zacznij działać – radzi Philip Corr.

Wiosło i inne części ciała

Cristina Massen zastanawia się, jak mózg traktuje narzędzia, którymi się posługujemy.

Żyjąc, tracimy życie
W jaki sposób radzimy sobie ze świadomością kruchości życia ludzkiego i własnego przemijania – wyjaśnia Michael W. Wiederman.
poniedziałek, 01 październik 2012 13:31

Jesienne nastroje

Kiedy patrzy się na polskich kierowców, można odnieść wrażenie, że wszyscy przeżywają lęk przed śmiercią.

Wraz z nadejściem jesieni przychodzi smutek i inne negatywne emocje. Czy jesteśmy na nie skazani, czy też potrafimy coś z nimi zrobić? Wray Herbert w krótkim elementarzu zarządzania emocjami pisze, że sprawa przedstawia się odmiennie w wypadku emocji silnych i słabych. W przypadku tych pierwszych odruchowo stosujemy tłumienie, natomiast poznawcza reinterpretacja jest dominującym sposobem modulowania emocji słabych.

Kiedy ktoś nas obrazi, w pierwszej chwili zaciskamy zęby, by nie powiedzieć mu czegoś do słuchu. Po jakimś czasie, jak się trochę uspokoimy, mówimy sobie, że ten ktoś nie jest wcale wart tego, by się na niego złościć. Dokonaliśmy poznawczej reinterpretacji. Dawniej sądzono, że ignorowanie emocji jest szkodliwe. Teraz wiadomo, że w pewnych sytuacjach tłumienie jest najlepszym rozwiązaniem. Dobrym przykładem jest walka z nałogiem.

W początkowej fazie terapii imperatywem jest „Nie pij i nie myśl o piciu”. Dopiero wtedy, kiedy impulsy do picia słabną, można podjąć refleksję dotyczącą tego, dlaczego picie nas pociągało i co moglibyśmy robić, zamiast raczyć się trunkami. Radzenie sobie z emocjami jest ważne nie tylko w codziennym życiu, lecz także wtedy, gdy ktoś wykonuje pracę emocjonalną, jak na przykład pielęgniarka, stewardesa czy osoba pracująca w call center.

Wraz z 1 listopada nadchodzą emocje, z którymi trudno coś zrobić za pomocą prostych technik. Są to emocje wyzwalane przez perspektywę przemijania. Lęk przed śmiercią stał się tematem wielu badań, stworzono także teorię opanowania trwogi, która opisuje sposoby radzenia sobie z tym lękiem. Badania nad nim prowadzono w warunkach naturalnych, pytając ludzi o to, kiedy i jak myślą o śmierci czy też, jak według nich będzie wyglądać świat, kiedy go opuszczą.

Druga linia badań jest linią eksperymentalną – wywołuje się u ludzi lęk przed śmiercią i obserwuje, jakie są tego konsekwencje. U pewnej grupy osób pojawia się pozytywne przewartościowanie własnego życia, u innych koncentracja na wartościach duchowych, a także większe zaangażowanie w tworzenie wspólnej kultury. To ostatnie pozwala człowiekowi wytworzyć poczucie, że coś pozostawił po sobie na tym świecie. Co ciekawe, zmiany te, opisywane przez Michaela Wiedermana, nie następowały natychmiast po wzbudzeniu lęku przed śmiercią, lecz dopiero po pewnym czasie.

Jest to kolejne potwierdzenie faktu, że przy wzbudzeniu silnych emocji ludzie radzą sobie z nimi inaczej niż w sytuacji, kiedy emocje te osłabną i częściowo stracą swoje bolesne ostrze. Zapewne lęk przed śmiercią jest początkowo tłumiony, a gdy nieco osłabnie, problem własnej śmiertelności staje się przedmiotem refleksji, w wyniku której może nastąpić przekształcenie systemu wartości. Taka refleksja może być wywołana nie tylko przez wizytę na cmentarzu, ale także przez perspektywę możliwego końca świata, który ma nastąpić w grudniu tego roku. Może ta perspektywa sprawi, że ludzie staną się lepsi i zaczną interesować się dobrem wspólnym (to jedna z konsekwencji lęku przed śmiercią).

Inną konsekwencją wzbudzania myśli o własnej śmierci jest wzrost tendencji do zachowań ryzykownych. Może to być upijanie się w trupa, niektóre zachowania seksualne czy ryzykowna jazda samochodem. Kiedy patrzy się na polskich kierowców, można odnieść wrażenie, że wszyscy przeżywają lęk przed śmiercią. I nie chodzi tu tylko o jazdę z nadmierną prędkością, lecz także o powszechne używanie telefonów komórkowych podczas prowadzenia. Zapewne ponad 90 proc. kierowców ma takie doświadczenia za sobą.

Tymczasem – jak piszą David Strayer i Jason Watson – rozmawianie przez komórkę pogarsza sprawność kierowcy w znacznie większym stopniu aniżeli alkohol. Przeprowadzone przez nich badania wskazują, że nie tylko na symulatorze ludzie ignorują czerwone światło, rozmawiając przez komórkę; obserwacje prowadzone przez tych badaczy wykazały, że „komórkowicze” częściej wjeżdżali na skrzyżowanie na czerwonym świetle niż pozostali kierowcy.

Wnioski z tych badań są oczywiste. Być może wiele osób o tych zależnościach wie, jednak godzą się – z niewiadomych powodów – narażać siebie i innych na niebezpieczeństwo. Czyżby lęk przed śmiercią był tak silny, że wolą tę konfrontację mieć już za sobą?

prof. Tomasz Maruszewski
Strona 2 z 2