środa, 12 grudzień 2012 09:20

Gdzie się podziała res cogitans?

Przez większość czasu działamy w trybie autopilota.

Zbliża się Nowy Rok i czas podejmowania noworocznych postanowień. Wbrew radom udzielanym w tygodnikach czy w telewizji,
nie warto tego robić. Oszczędzimy sobie przykrych rozczarowań i poczucia winy związanego z tym, że znowu się nie udało. Wbrew
Kartezjuszowi, nie rządzi nami res cogitans, czyli istota myśląca. Przez znaczną część naszego życia zachowujemy się jak nakręcone
automaty. Jednak w przeciwieństwie do prymitywnych zabawek, potrafimy częściowo panować nad własnymi zachowaniami.

Uruchamiamy je wówczas, gdy pojawi się odpowiedni bodziec wyzwalający. Podjadamy zatem wtedy, kiedy włączamy telewizor, a nie kiedy uruchamiamy pralkę. Nie trzeba więc walczyć ze sobą, a wystarczy unikać pewnych sytuacji. Ellen Langer – twórczyni teorii bezrefleksyjności – w jednym z wywiadów opowiedziała, w jaki sposób poradziła sobie z nałogiem palenia. Unikała po prostu sytuacji, w których pojawiała się chętka na papierosa. Gdy już taka ochota się pojawiła, szukała sytuacji, w której nie można palić – wchodziła do synagogi, brała prysznic czy też udawała się na przejażdżkę autobusem komunikacji miejskiej.

Christian Wolf, pisząc o autopilocie w naszej głowie, rozwija koncepcję Langer, wskazując, że sytuacje, w których pozostajemy we władzy autopilota, są bardzo zróżnicowane. Podawane przez niego przykłady sprowadzają nas na ziemię, burząc dumne przekonanie, że jesteśmy istotami świadomymi i refleksyjnymi. Wzbudzane automatycznie nawyki mogą stać się naszą drugą naturą.
Co więcej, liczne złudzenia, którym ulegamy, są trudno korygowalne. Myślimy o sobie, że jesteśmy osobami ponadprzeciętnymi, że jesteśmy nieomylni, że potrafimy lepiej aniżeli inni ludzie przewidywać przyszłość.

Te wszystkie złudzenia związane z postrzeganiem siebie opisuje Chaehan So. Część takich zniekształceń ukierunkowana jest na utrzymanie dobrego mniemania o samym sobie. Uważamy zazwyczaj, że nasze zdolności są wyższe od średniej. Kiedyś w grupie studentów przeprowadziłem badanie testem inteligencji. Po dwóch tygodniach poprosiłem uczestników, aby ocenili swój wynik w relacji do wyniku całej grupy (badanie było anonimowe). Okazało się, że niemal wszyscy studenci oceniali poziom swojej inteligencji jako wyższy od poziomu grupy. A przecież znali własne wyniki i zapewne rozmawiali z innymi o tym, jak wypadli w teście. Innym błędem jest błąd konfirmacji.

Polega on na tym, że łatwo akceptujemy informacje potwierdzające nasze przekonania, a jednocześnie ignorujemy informacje niezgodne z nimi. Błąd ten może mieć poważne konsekwencje, ponieważ prowadzi Gdzie się podziała res cogitans?  Świadectwem takich konsekwencji jest historia pewnego mieszkańca Palermo. Antonino Di Caccamo został oskarżony i skazany na wieloletnie więzienie za napad na bank. Został rozpoznany na podstawie nagrania z telewizji przemysłowej.

Jego adwokaci domagali się analizy nagrania na sali sądowej, jednak sąd odrzucił ten wniosek. Później okazało się, że na bank napadł mężczyzna bardzo do niego podobny. Obu panów różnił jeden istotny szczegół: Di Caccamo zawsze nosił okulary, zaś jego sobowtór – nie. Błąd konfirmacji pozwala zrozumieć, dlaczego publiczne dyskusje w Polsce sprawiają wrażenie nierozstrzygalnych. Ludzie wierzą tylko w to, co jest zgodne z ich poglądami, a jednocześnie ignorują to, co do tych poglądów nie pasuje.

Wspomniane przykłady powinny stanowić dla nas poważną przestrogę. Jednak smutkiem napawa to, że znajomość opisanych wyżej iluzji poznawczych wcale nie zapobiega ich wystąpieniu. Dlaczego? Bo przez większość czasu mamy włączonego autopilota i nie reagujemy w sposób refleksyjny. Wobec tego warto zastanowić się nad tym, kiedy zaczynamy reagować w sposób refleksyjny. Można wyróżnić dwa podstawowe rodzaje takich sytuacji.

Pierwszy to sytuacje nowe, z którymi wcześniej się nie zetknęliśmy. Nie mamy jeszcze wtedy gotowych nawyków, które prowadziłyby nas niczym autopilot. Drugi rodzaj to sytuacje, w których zagrożony jest interes osobisty. Nasza czujność rośnie i wychwytujemy te informacje, które są potencjalnie ważne. Tak dzieje się na przykład wtedy, kiedy musimy podjąć decyzję, czy można zaufać drugiej osobie. Wray Herbert opisuje badania pozwalające określić, na podstawie jakich wskaźników ludzie wnioskują o tym, że druga osoba jest wiarygodna i uczciwa.

Ale znowu okazuje się, że wskaźniki te wykorzystywane są w sposób niespecyficzny – ludzie oceniają w ten sposób również wiarygodność człowiekopodobnego robota Nexi. Kiedy kontaktujemy się z Nexi, nasz biedny mózg musi sobie radzić z sytuacją, do której nie został przygotowany w czasie ewolucji…

prof. Tomasz Maruszewski